Dorzynanie lenkaskiego ducha

Opublikował Mieczysław on śr., 03/05/2014 - 21:48

DORZYNANIE LENKASKIEGO  DUCHA

Z okazji 10.lecia przystąpienia do Eurosojuza pojawiło się sporo tekstów o niewątpliwych zaletach tego kroku. Było ich tyle, że nikt nie pamięta o cieniach i nieodwracalnych skutkach minionego dziesięciolecia.  Do tych plastrów ambrozjanskigo miodu trzeba dodać dziegciu i próbować to przyprawić szczyptą prawdy, która podobno w oczy już nikogo nie kole. Mało tego! Coś takiego dzieje się w europejskiej Unii gdzie rzekomo są standardy, wartości i .. solidarność!

Bo Polak na Wileńszczyźnie to jest problem dziki!  

Jest ich, Lenkasów, w Republice Litewskiej (twór który wyłonił się z Litewskiej SSR w 1991r.) statystycznie rzecz ujmując, 6%, z tego na Wileńszczyźnie stanowią większość a w samym Wilnie ich wykorzenianie zaczęło się za czasów piątego Sowieta a kończy za czasów drugich platformersów. Traktujemy tych Naszych rodaków tam nad Wilią w przeróżny sposób ale nie da się ukryć, że coraz bardziej po macoszemu i coraz bardziej egzotycznie. Bo Polak na Wileńszczyźnie to jest problem dziki! My Polacy, my lubim pomniki! Najlepiej gdyby w dniu  jubileuszu wejścia do Unii już się zasymilowali i ulotnili.  Sęk w tym, że nie chcą bo mają swoje ambicje i potrzeby. Dziś poza ośmioma- siedmioma deputowanymi do Sejmasa rządzą w rejonach wileńskim i solecznickim. Jeszcze w kilku mają swoich przedstawicieli. No i u granic Republiki Litewskiej majestat Rzeczypospolitej. Niby majestat ale jakiś taki ułomny i bez wyrazu – nijaki trzeba powiedzieć. Po dwudziestu latach funkcjonowania tzw. Traktatu o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy pacjent któremu ten traktat zaaplikowano czuje się coraz gorzej a tu jeszcze to kolejne święto z Unią. Zbieg terminów niemal przypadkowy. No trudno świętować będąc chorym ale podobno takie rzeczy się zdarzają. A pacjent nigdy nie był zdrowy ale po kilku latach wyczuł, że jest kulą u nogi zarówno Republiki Litewskiej ja i Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Najlepiej gdyby go nie było. Władcy Rzeczypospolitej jakiś niechętnie przyjmują do wiadomości, że pacjent jeszcze żyje. Nawet jakiś czas temu Jeden z Władców czynił pewne śluby w pobliżu Panienki Ostrobramskiej ale jakoś patrzył chyba krzywo i chytrze. Bo śluby nie spełniają się. Ten który kilkaset lat temu czynił śluby lwowskie - i się nie spełniły - wolał abdykować.
Co jakiś czas Wilno i okolica przeżywają najazdy oficjalnych pielgrzymów, ale chyba jakoś niezbyt żarliwie się modlących i mających nieczyste intencje, bo nijak pacjent nie chce ozdrowieć. Spotykają się też z fagasami Republiki Litewskiej - ci z kolei niepomni swych poglądów politycznych mają wspolną filozofię: Polaków na Wileńsczyźnie uże niet. To tylko Lietuwini którzy dali się spolonizować! A już w trzynastym wieku sami Lietuwińscy wodzowie szli zagonami pod Sandomierz zagarniając brańców.. 

Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić!

Wielka estyma dla prześladowców tymczasem narasta. Jakiś czas temu próbując nie mieszać uczuć z biznesem kupiliśmy jakieś Możejki. Co by bracia Litwini byli bezpieczn!i   No i co ? Ten interes to nie interes bo konsument niewdzięczny. Żeby dopiec Lenkasom z Płocka  jacyś zbuntowani Żmudzini rozebrali państwowe tory a nie chcą odsprzedać kawałki nabrzeża w haenzetyckiej – pardon litewskiej Kłajpedzie. Mało tego ostatnio – niepomni, że Możejki to złota kura dla ichniejszego budżetu  - marnego skądinąd - walnęli karę za to, że aż miło…..
Na domiar tego my będąc w swej wdzięczności zapamiętali - posyłamy swoje F-16 co by pilnowały aby pewien dżentelmen z kołchozu, w ramach rewanżu za szwedzkie misie, nie podesłał tu w okolice Wilna, jakiegoś wrażego desantu specgrupy pod nazwą Wańka - Wstańka. Tak oto za pieniądze polskiego, ogłupiałego do szczętu, podatnika przychodzimy z bratnią pomocą prześladowcom naszych rodaków. Nie są to rzeczy nowe - wszak już pierwsi Piastowie występowali przeciwko Pomorcom i Wieletom dopozwując do pomocy Niemców.
Zasiadamy  w tym samym Aeropagu, podbno mamy euro-  (chyba bardziej azjatyckie) standardy, w przeszłości byliśmy ambasadorami lietuwnińskiej sprawy w NATO i Unii no i co? Ano nic!

Pryszczem w tej sprawie jest fakt nałożenia kary na dyrektora Daszkiewicza za to, że nie ściągnął na czas  tabliczek z polskimi napisami. Tabliczek z prywatnych lenkaskich domów. Kary domagał się namiestnik rządu Republiki Litewskiej  na Wileński Kraj. Rządu koalicyjnego - w którym nie wiadomo skąd - chyba z Sejmasa - wzięli się polscy deputowani. Ot taka dziwna koalicja – pytanie do czego? Ale już w przeszłości bywały podobne. W innym, ukrainnym kraju bracia przyciśnięci powiewem zarazy morowej anulowali w te pędy karę dla żelaznej Julii obwinianej o grube sprawy. Tymczasem za tabliczki z polskim nazwami nasz przezacny Bolesław ma zostać wyrzucony z własnego mieszkania? Ktoś tu postradał rozum ale ktoś na coś takiego przyzwala. Po co anagażować autorytet Najaśniejszej Rzeczypospolitej  skoro chodzi tu o jakiegoś tam Bolesława  pardon Boleslava Daškevičiusa-  z jakichś  Bohuszy Wielkich - pardon z Didieji Baušiai. Najważniejsza jest poprawność polityczna:  nam się czisło  czyli liczba musi zgadzać! Jest dwadzieścia, - pardon dziesięć! Grzech zaniechania równa się popełnieniu czynu?

Już przecież poeta – por. Orlik, ten który najpierw dał się włożyć w obliczy nawały bolszewickiej, w 1920 roku, pijany, na taczkę z karabinem maszynowym i gonić po zboczu wzgórza bolszewika, - (Będę ich kosić!) dwadzieścia lat później wzywał:

.. i pod drzwiami staną, i nocą

kolbami w drzwi załomocą -

ty, ze snu podnosząc skroń,

stań u drzwi.

Bagnet na broń!

I dziś nikt nie powie on nim, że zbyt mocno zerkał w stronę lewicy. Stanął tam gdzie powinien! Tymczasem nie ma u nas, w Lenkiji, ani takich poetów ani nawet posłów. Nie będziemy umierać za Krym, nie będziemy umierać za polskie Ejszyszki - Za to umrzemy za ......jakiś czas!