IX kolonie wileńskie

Opublikował Mieczysław on wt., 11/24/2009 - 20:25

Kolonie Wileńskie To już po raz dziewiąty!!! Już po raz 9. tradycyjnie w pierwszej połowie czerwca 2009r. odbyły się kolonie dla dzieci z Wileńszczyzny. Pomysł rzucony kilka lat temu jest jednym z nielicznych, który przetrwał 9 lat. W tym roku do Połańca przyjechało 36 osób: 4 dzieci + 1 opiekunka ze Polskiej Ludwinowskiej szkoły Miasta Wilna w Ludwinowie, 9 dzieci + opiekun z Polskiego Domu Dziecka Solecznikach, 18 dzieci + 2 opiekunki z Polskiego Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Solecznikach. Dzieci w wieku 9 -14 lat, przewaga chłopców.&nbsp;<strong>Zanim przyjadą</strong>W tym roku zaproszenie zostało wysłane pod koniec lutego. Zaproszenie zawierało termin kolonii, liczbę dzieci zapraszanych i ogólne warunki przedsięwzięcia. Aby przeprowadzić tą imprezę przeprowadzono szereg rozmów, wysłano dziesiątki listów. Po pierwsze sponsorzy: Burmistrz Połańca (koszty wynajmu autokaru), środki finansowe inne wydatki (posiłki w trasie) tu zawsze można liczyć na Elektrownię Połaniec, ponadto kolonie wsparli: Elpologistyka sp. z o. o., AJKO Staszów – Artur Kręcisz, ZRB Mieczysław Dudek z Połańca, Marian Sochacki ze Staszowa, Tadeusz Ratusznik z Połańca, ZIE Wiesław Kopeć z Połańca, Marszałek Województwa Świętokrzyskiego, Dyrekcja Świętokrzyskiego Parku Narodowego w Bodzentynie, Pan Jan Marcin Popiel&nbsp; z Kurozwęk, Kopalnia Soli w Wieliczce Podziemna Trasa Turystyczna. Kolonie nie mogły się obejść bez sponsoringu ze strony Fundacji Wspomagania Oświaty – darmowe karnety na basen – bo basen jest jedną największych atrakcji dla uczestników. Jak zawsze angażuje się Towarzystwo Kościuszkowskie i księża z Połańca i Ruszczy.No i oczywiście udział rodzin: dobrowolny, bez jakikolwiek gratyfikacji ze strony organizatorów. Tak z potrzeby serca. I dobrze, że co roku znajduje się około 25 rodzin, dla których nie jest problemem podzielenie się z bliźnim przysłowiową miską zupy i dachem nad głową przez okres 10 dni… Patrząc na akcję kolonijną powraca wiara w człowieka w tym zmaterializowanym, skomercjalizowanym świecie. W tym roku przyjechało dziewięcioro dzieci z domu dziecka. Dzieci poszkodowane przez los i przez …..swoich najbliższych. Tych dzieci w Solecznickim Domu Dziecka jest około 40. Placówka działa w trudnych warunkach, w skomplikowanej tamtejszej rzeczywistości. Podobnie dzielna czwórka dzieci z Ludwinowa. Pochodzą z rodzin asocjalnych (tak się to określa na Litwie). Żeby wyjechały, potrzebny był wcześniejszy udział darczyńców, w tym roku ten problem został rozwiązany przy udziale dwóch połanieckich biznesmenów. No i wreszcie dzieci z Gimnazjum w Solecznikach. To największa szkoła w rejonie. Tutaj jest ostra rywalizacja, kto pojedzie do Połańca. W tym roku byli to najlepsi uczniowie z kilku klas - do gimnazjum uczęszcza około 700 uczniów.&nbsp;<strong>Dotarli do Połańca</strong>Przyjazd do Połańca to 12 - godzinna jazda autokarem, prawie 800 km, dzieci odbierane są w dwóch miejscach: w Solecznikach i Ludwinowie. W godzinach wieczornych kolonia dociera do Połańca. Tu, pod budynkiem urzędu rozdzielane są do połanieckich rodzin. Z punktu widzenia problemów logistycznych najlepiej jest, jeśli trafią do Połańca. Nie zawsze tak jest, w tym roku na Maśnik trafiły dwie dziewczynki a dwóch chłopców do Ruszczy. Były też zmiany na liście kolonistów – co prawda drobne, ale wymusiły podjęcie natychmiastowej decyzji co do ulokowania w danej rodzinie. W trakcie kolonii też były pewne zmiany miejsc zakwaterowania i np. u Pani Grażyny Obierak pod koniec kolonii przebywało aż czterech chłopców. Duża gromadka dzieci, sporo spośród nich po raz pierwszy w Polsce, wyróżniają się śpiewnym, kresowym akcentem. Są zdyscyplinowani, punktualni – wielu połańczan życzyłoby sobie, aby własne ich pociechy miały takie cechy charakteru. Tegoroczne kolonie to tylko jedna interwencja lekarska. Stłuczenie nogi podczas rozgrywek na kręgielni. W poprzednich latach było gorzej, w ub. roku kilkanaście infekcji gardła (zbyt dużo pływania na basenie) a jeszcze dwa lata temu ostre zapalenie wyrostka robaczkowego (konieczność operacji szpitalu w Staszowie). Były też oczywiście osoby z objawami choroby lokomocyjnej, ale tego nie tratujemy jako chorobę. Wszystko dobre co się dobrze kończy…&nbsp;<strong>Program kolonii został zrealizowany </strong>Pierwszy dzień wycieczkowy to Kielce i Góry Świętokrzyskie. Spotkanie z Lechem Janiszewskim, członkiem zarządu Woj. Świętokrzyskiego. Marszałek opowiada o kontaktach ze Wschodem w czasach kiedy był prezydentem Ostrowca. Jest tradycyjnie prezentacja filmu promującego nasz region. Corocznie inna. Miło i sympatycznie. Potem jedziemy do Doliny Gadów /zwiedzanie egzotarium z przewodnikiem, warsztaty edukacyjne: zabawa i edukacja wśród gadów/ <a href="http://www.dolinagadow.pl/">www.dolinagadow.pl</a>). Położone na obrzeżach Kielc, na terenie dawnej jednostki wojskowej. Jestem zaskoczony, ale widok tarantuli, kameleonów, gekonów, węży i jaszczurek wzbudza ogromne zainteresowanie u dzieci. Oczywiście wszystko pod troskliwym okiem przewodnika. Potem warsztaty edukacyjne – zainteresowanie jeszcze większe. Obiad w sympatyczne scenerii, na nasze życzenie do zupy podawany jest koniecznie chleb. Nawet do tradycyjnego rosołu z makaronem… To też taki kresowy zwyczaj, może drugiego dania nie podadzą? Rolę opiekuna znakomicie wypełnia Anna Włosek z Wydziału Promocji Urzędu Marszałkowskiego.Po obiedzie jedziemy w góry. Co prawda Świętokrzyskie, ale góry. Dla nas to niespełna 600 m (Łysa Góra) ale dla naszych gości to niesamowite przeżycie. Na Wileńszczyźnie, która jest krajem płaskim i nizinnym, najwyższe wzniesienie osiąga zaledwie 274 m nad poziom morza. Uczestnicy kolonii są zdyscyplinowani i zaprawieni w marszach. Bez problemów osiągamy Święty Krzyż. Tu wejście do kościoła, potem pamiątkowe zdjęcia, w drodze do Huty Szklanej zachodzimy na taras nad gołoborzem. Pogoda piękna a widoki jeszcze piękniejsze. Była też wycieczka do Kurozwęk i Szydłowa. Tradycyjnie nieodpłatnie gościny udzielił już Jan Marcin Popiel. Atrakcje Kurozwęk są zawsze miłym akcentem: safari do bizonów, huśtawki, pieczenie kiełbasek. Pan Popiel zawsze znajduje czas, żeby spotkać się z uczestnikami kolonii. Wręczamy upominki, słynny wileński chleb, częstujemy połaniecką kaszanką, pieczoną na ognisku. Pan Marcin to obywatel świata i wzór biznesmena. Nie zapominajmy, że jest ojcem ośmiorga dzieci – już dorosłych i przebywających w świecie. Po raz pierwszy jest na takim spotkaniu jego żona - Karen. Miło sympatycznie... Potem Szydłów zmieniający się z roku na rok. Zwiedzamy zabytki tego urokliwego miasteczka, spotykamy się z dobrymi znajomymi: Aleksandrą Stachniak, dyrektorką Domu Kultury, potem z Janem Klamczyńskim – wójtem. Na odchodne życzymy, aby został Burmistrzem. W Szydłowie trwa plener rzeźbiarski. Kilku artystów z uporem tworzyw drewnie potężne postaci różnych świętych oraz postaci z przeszłości. To giganci naszych czasów. Rzeźby ozdobią piękniejący z roku na rok Szydłów.&nbsp;W środę <strong>10 czerwca </strong>wyjazd do Wieliczki na zwiedzanie Kopalni Soli.Godzina wejścia do kopalni czyli 1300 uniemożliwia zajechanie do Krakowa. W Polsce rozpoczyna się weekend i nie ryzykujemy długotrwałego stania w korkach. Poza tym grupa musi być nakarmiona, co ostatecznie- z żalem - zmusza nas do rezygnacji przejechania chociaż przez fragment Starego Miasta. Taka zmiana nastąpiła po raz pierwszy – niestety – wymuszona problemami komunikacyjnymi. Wieliczka to duża gratka dla uczestników kolonii. Słyszy się tu prawie wszystkie języki świata. Ruch ogromny. Mimo, ze rezerwacji dokonywaliśmy w połowie marca dostała na się dopiero godzina trzynasta… Zwiedzanie kopalni soli jest darmowe. To efekt wcześniejszych zabiegów organizatora. Dyrektor przedsiębiorstwa, pan Marian Leśny, jak zawsze, znajduje dla nas chwilkę czasu. Na korytarzu, bo u siebie ma kontrolę z UKS-u. Wręczamy upominki, słynny wileński chleb. Dyrektor przynosi prawdziwą górniczą czapkę, taką z piórami i pozuje do wspólnej fotografii. Do zobaczenia za rok. W tym roku wyjątkowo odwiedziliśmy go przed wejściem do Kopalni. W kopalni kolonia jest podzielona na dwie grupy. Przewodnicy są wolontariuszami, tzn. nie pobierają wynagrodzenia za oprowadzanie po kopalni. Przewodnicy dobrego serca. Z nami jest pani Basia z Alwerni, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, kulturoznawstwo, kierunek rosjoznawstwo.Zwiedzanie kopalni to ponad dwie i pół godziny, krócej się nie da. Pobyt w Kopalni Soli w Wieliczce to zawsze duże przeżycie. W drodze powrotnej doświadczamy korków. Potem jeszcze spóźnienie na rezerwowany obiad „Pod Świerkami”. Ale tu jak zawsze obsługa staje na wysokości zadania. Trochę czekamy, ale po godzinie już jesteśmy po obiedzie. Na drogach i w zajeździe ruch coraz większy…..Boże Ciało, wielkie katolickie święto. Uczestniczy kolonii biorą również w nim udział, ale indywidualne.. W piątek spotkanie z władzami Połańca, Burmistrz, Jacek Tarnowski, Stanisław Lolo, Przewodniczący Rady Miejskiej witają Wilniuków już po raz trzeci. Są upominki i prezentu z obydwu stron, śpiewnie wileńskich piosenek. Opowiadanie wrażeń z pobytu – bo to już tydzień. Miło sympatycznie, wspólna fotografia. Potem zwiedzanie Połańca i kręgielnia. Tu dochodzi do wspomnianego już stłuczenia nogi. Młodsza koleżanka upuściła bowlingowi kulę na nogę drugiej. Jedziemy do przychodni a potem do szpitala w Staszowie. Koloniści wyposażeni są w europejskie karty ubezpieczenia zdrowotnego. Tu wykonane są badania w tym prześwietlenie palców stopy. Po to aby wykluczyć cokolwiek złego. Przecież za te dzieci też odpowiadamy. Diagnoza lekarska jest ok. Wracamy do Połańca. Połaniec jest nieco opustoszały to efekt długiego weekendu. Ale targ jest jak zawsze….W niedziele jedziemy na święto bajki do Pacanowa. Chcemy iść w korowodzie, ale organizatorzy ustawiają nas na końcu – bo nie zgłosiliśmy się wcześniej. Ustawiamy się na rynku, uzbrojeni w tablicę z napisem Wilno (Ludwinowo) Soleczniki. Jesteśmy łakomym kąskiem dla fotoreporterów i ekipy telewizyjnej. Potem przemarsz na stadion, kolorowy tłum dzieci w czasie konkursowego przemarszu. … Po kilku godzinach pobytu wracamy w niedzielne popołudnie do Połańca. Spokojnie, zgodnie z planem. Okazuje się, że zwykle polne maki, które wbrew ustawie sobie rosną gdzieś tam na miedzach czy niekoszonych łąkach, są widokiem charakterystycznym tylko dla tej części Polski. Nie ma ich zupełnie na Wileńszczyźnie. Kwiaty te wzbudzają zachwyt u opiekunek, na co dzień nauczycielek polskich szkół na Wileńszczyźnie. W tym roku przypadło to Marii, Irenie i Indze. Jest też rodzynek: z dziećmi z Domu Dziecka przyjechał Jerzy. Za kierownicą autokaru jest Marian, już chyba trzeci raz z koloniami w Połańcu. &nbsp;<strong>Czas pożegnania </strong>Wieczorem pożegnalne spotkanie. Przychodzą uczestnicy kolonii z rodzinami i ich dziećmi. To forma podziękowania. Są lody i pizza. Przemowy i podziękowania. Kolonie przechodzą do historii.. W poniedziałek rano pożegnanie. Wzruszenie, łzy… Do zobaczenia Połańcowi. Jak co roku na Wileńszczyznę trafi dwa - trzy rowery i pewnie tez trochę innych prezentów. Pojedzie też kilkadziesiąt łubianek truskawek świeżych- prosto z ruszczańskich plantacji. Połanieckie rodziny stanęły na wysokości zadania…. W nocy uczestnicy dotrą do swoich domów. Na tych z Ludwinowa i Gimnazjum solecznickiego czekać będą rodzice. Tym z Domu Dziecka drzwi otworzy zaspany portier……..&nbsp;<strong>Czy będą dziesiąte?</strong>Dziewiąte kolonie! Czy będą dziesiąte - pewnie tak!? Gmina stanie na wysokości zadania, znajdą się rodziny i kilku sponsorów. Pewnie powtórzymy scenariusz, bo za każdym rokiem zmienia się skład osobowy uczestników. Są oczywiście przypadki ponownych przyjazdów, ale to pewna prawidłowość. Koszty przedsięwzięcia to około 16 tys. polskich złotych. Dużo i mało. Niepodważalną wartością połanieckich kolonii jest to, że dzieci mieszkają u rodzin. Pewnie można by je skoszarować w jakimś hotelu czy internacie. Pozostałyby jak te z domu dziecka – w swoim gettcie. Tu, w Połańcu mogą mieszkać w rodzinach, uczestniczyć w codziennych zajęciach i czynnościach. Tu mówią i słuchają polskiego języka. Mają dobrą opiekę. Niektórzy, podczas dni wolnych a- takich jest kilka – jadą ze swoimi opiekunami do innych polskich miast i miejsc. Myślę, że uczestnicy kolonii wywiozą pozytywne wrażenia.. Innych być nie może. Malkontentom odpowiem: Za przyjęcie do domu udzielenie gościny i dachu nad głową na te dziesięć dni Gmina nie płaci nic. Zresztą żadna z rodzin tego nie oczekuje….